Tomasz Mróz M1 1986

Podstrony
 
Tomasz Mróz M1 1986, Eboki
[ Pobierz całość w formacie PDF ]
TOMASZ MRÓZ
M1 – 1986
Wydawnictwo RW2010 Poznań 2012
Redakcja i korekta zespół RW2010
Redakcja techniczna zespół RW2010
Copyright © Tomasz Mróz 2012
Okładka Copyright © Tomasz Mróz 2012
Aby powstała ta książka, nie wycięto ani jednego drzewa.
Dział handlowy:
.pl
Zapraszamy do naszego serwisu:
Utwór bezpłatny,
z prawem do kopiowania i powielania, w niezmienionej formie i treści,
bez zgody na czerpanie korzyści majątkowych z jego udostępniania.
 Pamięci Stanisława Pająka poświęcam
Tomasz Mróz: M1 – 1986
RW2010
1986
M
. siedział w swoim mieszkaniu w październikowy wieczór roku 2000. Siedział i
kontemplował. W pierwszej kolejności fakt, że ma już prawie trzydzieści lat, a w
drugiej, że nic z tego faktu nie wynika dla kraju, województwa czy nawet marnego
powiatu grodzkiego.
– Wiek stabilizacji i pracy organicznej – nucił na głupawą melodię gondolierską
(znaną z kampanii Krzaklewskiego pod roboczym tytułem „Piękny Maryjan”).
Nucenie to urozmaicał różnego rodzaju pukaniem będącym zarysem rytmu. Przed M.
na podłodze stała szklaneczka z ginem.
– Nie lubię ginu – skrzywił się do siebie – ale muszę pić, bo nudno.
Zakręcił płynem, łyknął nieco wirującej cieczy i znowu się skrzywił. Dwóch
gości w telewizji usiłowało dociec, czy baza wyborcza Olechowskiego może być
zarysem zaczynu kiełkującej inicjatywy politycznej wpisującej się w statystyczne
oczekiwania centroprawicowej grupy wyborców z przechyłem na przedsiębiorczość i
z odcieniem doktryny liberalnej, nie bez wpływu uczuć prospołecznych.
– Nie lubię ginu, ale muszę... – powtórzył jakby zainspirowany dyskusją.
Popatrzył na swoje odbicie w wirującej tafli alkoholowej, wytrzeszczył oczy,
zmarszczył brwi, wystawił język, obślinił się, zagulgotał, aż wreszcie orzekł:
– Ale morda!
– Hę? – zabulgotała ciągle wirująca powierzchnia.
– Co jest?! – przeraził się M. – Co ja piję?!
Ale że humor mu dopisywał, powiedział znowu, tym razem dobitniej:
– Ale ryj, ohyda, obrzydliwy i pryszczaty!
Ze szklaneczki wychyliła się twarz, w rzeczy samej, obrzydliwa i pryszczata.
– Słuchaj no, M. – twarz wyrzucała nerwowo słowa – masz tu jak u Pana Boga
za piecem. Masz stabilizację i pracę organiczną, masz stały dochód i abonament
4
 Tomasz Mróz: M1 – 1986
RW2010
telewizji kablowej, masz już prawie trzydziestkę i, kurcze na grillu, nie pamiętasz
dojrzewania. Też byłeś niewymiarowy i pryszczaty.
– Ja nie, ale Ryży to, o ja cię, miał nawet swój fan-klub.
W tym momencie zorientował się, że ta rozmowa jest jak z innej galaktyki.
– Kto ty jesteś, kurde?! Czy w tych Polmosach ocipieli, żeby takie paskudztwo
wsadzać w produkcję, co na to wszystko SANEPID?! – krzyczał, starając się
utrzymać bezpieczny dystans do naczynia.
– Graba, Gin jestem, duch czyli. – Postać zakołysała się orientalnie nad
szklanką. – Z tych Ginów – dodał i mrugnął okiem.
– Z których, chyba z von Polmosów, he, he, he! – M. rozluźnił się. – No, no,
przepraszam. Z tym ryjem też nie chciałem, to było do siebie.
– No to gadaj, czego chcesz, bo już mi się pić chce – ponaglił Gin. – W okresie
dojrzewania potrzebuję dużo ginu.
– Co, ja, ale o co chodzi, co chcę, nie rozumiem – nie rozumiał M.
– Donnerwetter – zaklął domniemany von Polmos. – Gin spełnia życzenie,
zazwyczaj jest to coś, na co beze mnie nie miałbyś szans, z doświadczenia jeszcze
wiem, że jest to zwykle życzenie durne i nieżyciowe, i przynoszące same kłopoty, ale
tak jestem zaprogramowany, że mam je wykonać. Ściągawki nie dostarczam, więc
musisz coś wymyślić sam, małpi móżdżku!
– Ja mam dwa fakultety! – uniósł się M. i zrobił nadętą minę.
– O, psiajucha, to przepraszam – zaczął ironizować Gin – czy pan magister
pozwoli, że...
– Dobra, już okej, chwyciłem, chcę w przeszłość, jak w Tytusie – powiedział M.
Gin wzniósł oczy ku niebu.
– Następny Wells... Czy ja jestem biuro podróży?
– Przecież powiedziałeś, że mogę! – zirytował się M.
5
  [ Pobierz całość w formacie PDF ]
  • zanotowane.pl
  • doc.pisz.pl
  • pdf.pisz.pl
  • sylkahaha.xlx.pl
  •  
    Copyright 2006 MySite. Designed by Web Page Templates